Zakończenie 2012

Autor: Małgorzata K. | Utworzono: 20 listopad 2012 | Kategoria: Artykuły 2012

10-11 listopada 2012 r. – pożegnanie sezonu

Dzień 1.

O godzinie 6.00, ciemną „nocą” (wszak wschód słońca nastąpi dopiero o 6.40) wyruszyliśmy w kierunku Szczawnicy. Świt przywitał nas słońcem przebijającym się zza białych chmurek. Pogoda nie zaskoczyła więc nas niczym złym, przeciwnie! O 10.10 stanęliśmy u bram nowej przygody, której celem była Radziejowa (1262 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego.

Wkroczyliśmy na teren Rezerwatu Biała Woda. Początkowo łagodny szlak (z Jaworek, ok.645 m n.p.m.) zamienił się w strome podejście, prowadzące do Przełęczy Rozdziela (802 m n.p.m.). Jeszcze i tym razem mogliśmy sycić oczy ostatnimi przebłyskami jesieni – rdzawo przebarwionym modrzewiami. A z przełęczy roztaczał się wspaniały widok na Pieniny. Nie wiedzieliśmy jeszcze, jakie niezwykłej urody niespodzianki kryje przed nami nasza trasa!

Kilka deszczowych dni sprawiło, że szlak w dużej mierze był błotnisty, czasem przysypany grubą warstwą miedzianych liści.

Około 11.30 niemal zamarliśmy z wrażenia! Otóż oczom naszym ukazał się widok, który towarzyszył nam potem wielokrotnie – ośnieżone szczyty majestatycznych Tatr…

W miejscowości Obidza, na Przełęczy Gromadzkiej (931 m n.p.m.), zrobiliśmy półgodzinny postój – ku pokrzepieniu ciał. Szczęście nam sprzyjało - nawet sklepik zamknięty już o tej porze roku został dla nas otwarty.

Ruszyliśmy w dalszą drogę. Od tego miejsca na odkrytych przestrzeniach wiatr dawał się nam we znaki. Rekompensatą były widoki!

Około 13.30 dotarliśmy pod Wielki Rogacz (1182 m n.p.m.), by leśnym traktem zejść do Przełęczy Żłobki (1106 m n.p.m.), a stamtąd rozpocząć ostre podejście na oczekujący na nas szczyt – Radziejową. Przez krótką chwilę, gdy zabrakło drzew, znowu zobaczyliśmy… Tatry. A do tego, gdzieniegdzie, pod naszymi stopami – „okruchy” śniegu. Widoczny znak zbliżającej się zimy... Wybiła godzina 14.05 i oto stanęliśmy na Radziejowej (1262 m n.p.m.), porośniętej borem świerkowym, z 20-metrową drewnianą wieżą widokową. Po jej zdobyciu (nie lada wyzwanie ze względy na baaaardzo wysokie stopnie, a tego dnia – także mocny wiatr), niektórzy spośród nas mogli przeżyć kolejny zachwyt Tatrami owiniętym poniżej szczytów delikatną mgiełką. A ponad nimi - trochę chmur i okrąg listopadowego, chłodnego już słońca…

Dodajmy jeszcze, że „inni niektórzy”, Beata i Adam, postanowili wbiec na wieżę na czas! Rekord to, zdaje się, 27 sekund :-)

Wspólne zdjęcie i o 14.45 rozpoczęliśmy zejście, a Tatry długo nam towarzyszyły…

Początkowo przemierzaliśmy ten sam szlak, by odbić czerwonym do Jaworek.

Tymczasem, o godz. 16.02, zaszło słońce. Ostatni odcinek pokonywaliśmy w powoli zapadającym zmroku. Do celu dotarliśmy o 16.30. Trochę zmęczeni, ale już gotowi na to, co przyniesie wieczór!

Podsumowanie górskiego dnia

22 km 880 metrów; 6 godz. 20 minut; max. prędkość: 8,32 km/h

O godzinie 20.00 w sali kominkowej rozpoczęło się nasze slajdowisko - „Było, minęło….” Świetną, nostalgiczną podróż przez nasze wyprawy przygotowała Asia:)

Potem nastąpiło rozstrzygnięcie klubowego I Konkursu Fotograficznego. Laureatów wyłoniło jury w składzie: Beata, Bożena i Mirek Sz. Zwycięskie prace wraz z poetyckim uzasadnieniem przedstawiła Bożena. Miejsce I zajął Zbyszek, II – Kamil, a wyróżnieniem uhonorowano Mirka F. Zwycięzcom serdecznie gratulujemy :-), a wszystkich zachęcamy do wzięcia udziału w kolejnych edycjach konkursu.

Padły też słowa podziękowania dla naszych przewodników, Asi i Marka – bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękujemy :-)

I jeszcze życzenia urodzinowe dla trojga solenizantów: dzisiejszego - Pawła i z najbliższego tygodnia - Adama oraz Oli - połączone z gromkim „Sto lat!”. Wszystkiego dobrego!

No, i ucztowanie! Pieczony prosiaczek, zasmażana kapusta- dzieło gospodyni; do tego pyszne wypieki Beaty, Bożeny, Gosi, Haliny, Kasi i Moniki:-) Jak cudownie, że zawsze można na Was liczyć :-)

Potem wspólne śpiewanie – najpierw nieco nieśmiałe, z czasem żywiołowe – przy akompaniamencie gitarowym Adama i Zbyszka. I nostalgiczne utwory w wykonaniu Adama, czasem Kasi. I zabawne piosenki Marka. :-)

I taki pomysł na przyszłość – dwa śpiewniki i dwa nieco różne muzyczne spotkania przy gitarze: jedno z piosenkami „biesiadnymi”, takimi do śpiewania przez wszystkich; a drugie dla tych, którzy kochają poezję śpiewaną. Wtedy każdy znajdzie coś dla siebie. Warto przemyśleć.

Dzień 2.

W trasę wyruszyliśmy o 9.10. Pół godziny później staliśmy u wejścia do Rezerwatu Wąwóz Homole – dolinki o długości 800 metrów wzdłuż potoku Kamionka (na wysokości około 575 m n.p.m.). Skalne ściany, które otoczyły nas już od pierwszych kroków, sięgały nawet 120 metrów wysokości. Dzisiejszy cel – Wysoka (1050 m n.p.m.), czyli najwyższy szczyt Pienin.

Metalowe schodki doprowadziły nas do Polany Dubantowska Dolinka (na wys. ok. 640 m n.p.m.) i do – Kamiennych Ksiąg, grupki zerodowanych skał, z którymi wiąże się łemkowska legenda. Mówi ona, że zapisane są w nich wszystkie losy ludzkie, ale nie było mądrego, który by umiał je odczytać.

Jedyny człowiek, który potrafił to zrobić, utracił mowę, żeby ludzie nie poznawali swoich losów . I całe szczęście!

Wkrótce wyszliśmy na otwartą przestrzeń, a wspinaczce zaczął towarzyszyć wiatr, choć było cieplej niż wczoraj. Nad naszymi głowami pędziły stada białych i szarawych chmur.

Potem równie strome podejście wśród drzew a w nagrodę – około 11.20 – pierwszy tego dnia widok na Tatry! Znowu ostro pod górę i oto stanęliśmy na szczycie Wysoka (1050 m n.p.m.). Trochę fotografii, w tym koniecznie zbiorowa, i czas na drogę powrotną – tym razem ostro w dół, miejscami po grubej warstwie brązowych liści, a później po modrzewiowych, rudych igiełkach. Piękny widok!

Jeszcze kilka kroków w lesie i naszym oczom ukazał się wspaniały widok na rozległą „połoninę”. Najpierw ujrzeliśmy Trzy Korony, a potem Tatry, nad którymi przemieszczały się czarowne chmury. Te nad nami miały barwę szarą, a nawet stalową, a pomimo tego były urokliwe…

Przemierzaliśmy „połoninę”, niecałą godzinę napawając się przestrzenią. A po drodze - Durbaszka (942 m n.p.m.), Wysoki Wierch (898 m n.p.m.), Szafranówka (742 m n.p.m.). W końcu zejście do Palenicy, najpierw polanami, potem lasem. W schronisku „Groń” na szczycie Palenicy (719 m n.p.m.) mogliśmy odpocząć podczas półgodzinnej przerwy. Ciepło odziani podziwialiśmy młodą parę w ślubnych strojach robiącą sobie zdjęcia. Oby byli szczęśliwi!

Żółtym szlakiem, prowadzącym miejscami pod wyciągiem krzesełkowym, doszliśmy o godz. 15.20 do Szczawnicy (ok.500 m n.p.m.) leżącej w dolinie potoku Grajcarek. Popołudniowe słońce, które zagościło nad miasteczkiem, wydobywało obecne ciągle jesienne barwy.

Autobus zabrał nas sprzed willi „Maria” jeszcze przed zachodem słońca.

Podsumowanie

15 km; 6 godzin; max. prędkość – 14 km/h

Tym razem tradycyjne Do zobaczenia na szlaku! ma zupełnie inny wymiar, wszak to dopiero za TRZY miesiące :-) Tyle czasu bez gór?! Czy to w ogóle możliwe?!...

2020 © Gliwicki Klub Turystyki Górskiej. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Strona została wygnerowana w 0.0001 sekund.